Sama końcówka tu kończyłam , wchodząc w 3cią dobę bez snu...kosmos. No i zaczynałam zamarzać. Też można :P Za to wróciłam sucha, bo padało wcześniej ;)
Powrót z mojego pre order urodzinowego koncertu w gdańsku o dziwo było ciepło, zamarzałam dopiero po północy, ale to było już blisko Elbląga. Jednak linia Wisły to magiczna sprawa ;) wiatr jakby nie przeszkadzał? Tylko boląca noga :(
Jakoś dzisiaj nie podobał mi się pomysł terenu, więc przywitałam chłopaków na starcie i pojechałam sama zrobić pentelkę. Po drodze dwa bażanty, sarna, dwa bociany - jeden w gnieździe a później inny na lampie :) a na sam koniec na drogę wtargnęła mi żaba ;) już płazy łażą po nocy. Deszcz rano, później mżawka, po południu też mokro i mżawka...
Ciepło, ale bardzoooo wietrznie. Był gofer, była mega zapiekanka półmetrowa, były też bociany i rezerwat kormoranów. Udany dzień!
W sumie to 3boćki w różnych gniazdach i miejscowościach plus do tego na powrocie na polu rolnik orał pole - dwa żerowały a trzeci próbował wylądować przy bardzo silnym wietrze - piękny widok. :) Całe 50cm...bar Łajba w Stegnie polecam :) A na koniec, przypadkowo spotkana na trasie koleżanka :)
Dzień pełen wrażeń...najpierw Rowerowe Wagary :) zakończone ogniskiem w Bażantarni.
A potem była wyprawa do Lichnowy, aby na trasie spotkać polskiego Foresta Gampa,bo chyba już tak będziemy Andrzeja nazywać. W tym momencie Andrzej Potoczek miał już ponad 400km w nogach, biegał od środy. Jest to jego akcja charytatywna - Urodzinowy Bieg dla Reksa, zbierane środki przeznaczone są dla podopiecznych schroniska Reks. :) wariat pokona, i wiem o tym, 545km na swoje 45utodziny :)